Jeżleli chcesz dostawać wiadomości, nowości z Oratorium podaj swoje imię i e-mail
W Muzeum Powstania Warszawskiego…
Starożytni powiadali: „podróże kształcą”, toteż 3 października bieżącego roku grupa urodziwych dziewcząt, tudzież przesympatycznych młodzieńców (animatorzy naszego Oratorium) pod przewodnictwem ks. Piotra i przy skromnym udziale ks. Jarka, zwanego przez niektórych salezjanów dziadkiem, udała się do Warszawy, w celu zwiedzenia Muzeum Powstania Warszawskiego. Środkiem transportu były 3 samochody: wypasiony Ford Paździorki, nieco archaiczny, ale szybki Opel Vectra i antyczny Renaut, trzeba jednak przyznać – stary, ale jary (nie mylić z właścicielem).
Niestety, by dojechać do Warszawki o przyzwoitej porze, musieliśmy wyruszyć w środku nocy, tj. po mszy św. porannej. Dzięki nieocenionym umiejętnościom kierowców dotarliśmy tam na godzinę 11.00 (choć z przystankami J, ponieważ nasz dziadek ks. Jarek, musiał do WC, no cóż, starość nie radość).
Po przybyciu na miejsce, młodzież pod czujnym okiem ks. Kierownika oddała się namiętnemu zwiedzaniu Muzeum. Cały ten proceder trwał ponad 3 godziny. Brzydszej części naszej wycieczki niezwykle podobały się kanały, natomiast przedstawicielki płci pięknej marzyły, by mogły być sanitariuszkami. Jako że historia uczy życia, nie mogliśmy poprzestać na trudnych kartach dziejów naszej Ojczyzny, udaliśmy się, zatem na Stare Miasto, by doświadczyć uroku przeszłych wieków, a także przywiązać nasze dusze do ciała, już to przy pomocy pizzy, już to przy pomocy pierogów, tudzież innych specjałów, nie wyłączając lodów, choć pogoda temu nie sprzyjała (najogólniej mówiąc było rześko).
Po dniu pełnym atrakcji nastąpił nie mniej fascynujący powrót do domu. Było wprawdzie kilka wątpliwych atrakcji takich jak: obrzucanie się pestkami od śliwek, złośliwe zajeżdżanie drogi, trąbienie bez potrzeby, nie mniej jednak, szczęśliwie i bez komplikacji pół godziny przed 19.00, zajechaliśmy na salezjańskie podwórko.
Mamy nadzieje, że nie była to ostatnia w tym roku tak owocna i heurystycznie płodna wycieczka.
Marco Boro
Niektóre komentarze ks. Kierownik
| < Poprzednia | Następna > |
|---|