Jeżleli chcesz dostawać wiadomości, nowości z Oratorium podaj swoje imię i e-mail
Zakopane 2010
Wyjazd do Zakopanego 11-24.07.2010



Zbiórka została zapowiedziana na godzinę 5:00 (rano), wszyscy choć bardzo niewyspani to zadowoleni pojawili się z wielkimi plecakami i walizkami na czas. Czekając na autobus PKS uczestnicy odnajdowali swoich przyjaciół, przypominali sobie czego nie wzięli i omawiali już gdzie usiądą i co będą robić, nie tylko podczas jazdy ale także przez cały wyjazd. Kiedy transport nadjechał, ks. Piotr Boziński-główny organizator wyjazdu i główny opiekun sprawdził listę obecności i zaprosił wszystkich żeby usiedli na miejscach. Dzieci, młodzież i opiekunowie zadowoleni usiedli w wygodnych fotelach i przez pierwsze 2-3 godz. raczej odsypiali.
Chwilę po godzinie 6:00 połowa autobusu która jeszcze nie zasnęła pożegnała się z ukochanym Olsztynem i już na dobre zajęła się rozrywką i jedzeniem. Większość osób znało się już wcześniej, tak jak na wszystkich wyjazdach, rozmawiali, grali w karty, słuchali muzyki, wymieniali się prowiantem, było dużo śmiechu i zabawy. Wieczorem o planowanym czasie wszyscy bezpiecznie dojechali do celu, kierowcy zaparkowali tuż przy domku w którym wycieczka miała spędzić dwa tygodnie wspaniałego czasu. Pierwszego dnia w programie była tylko kolacja i msza- bardzo ważny i nieodłączny element planu. Po myciu wszyscy szybko trafili do łóżek i bardzo zmęczeni drogą, poszli szybko spać. Drugiego dnia
wszyscy wybraliśmy się na podstawową górę w Zakopanem-Gubałówkę. Choć trasa na tę górę była krótka to bardzo stroma i męcząca, a szczególnie przy tym, że właśnie wtedy mocno świeciło słońce. Starsza cześć uczestników poszła głównym szlakiem, wszyscy bardzo zmęczeni (i mokrzy) w końcu dotarli na szczyt. Tam mieli trochę czasu wolnego, przeszli stragany z pamiątkami z gór i nie tylko. Młodsi wybrali się trasą boczną, łatwiejszą, ale mało znaną (tylko dla wtajemniczonych, takich jak ks. Piotr). Troszeczkę później dołączyli do starszych. Wszyscy razem boczną trasą zeszli prosto do domu. Ta wyprawa miała sprawdzić kondycje, szczególnie starszej grupy, następnego dnia zapowiadała się poważna trasa, na kilka szczytów o wiele wyższych niż Gubałówka. Trzeciego dnia Wojtek-opiekun z dużym doświadczeniem w górach, nie tylko Tatrach poprowadził razem z panem Darkiem-drugim opiekunem grupy najstarszej 9-cio osobową wyprawę. Na początku była do zaliczenia dolina Kościeliska, później zaczynało się robić stromo i ciężko. Choć niektórzy chodzili po górach pierwszy raz, wszyscy poradzili sobie, zdobyli 8 szczytów, był to niecodzienny wysiłek ale też niecodzienny widok, opłacało się, powstały pierwsze piękne
zdjęcia i wieczorem bardzo zmęczeni i głodni wrócili do domku. Tam czekali na nich młodsi, którzy już dawno zjedli obiad, tego dnia zdobyli dolinę Kościeliską, chętnie słuchali i zazdrościli grupie najstarszej. Następnego dnia była zaplanowana nowa trasa, ale niektórzy byli bardzo zmęczeni (po ponad 10 godzinach ciężkiej wędrówki), narzekali na odciski. Wojtek musiał zadecydować o jednym dniu odpoczynku. Później dzień odpoczynku stał się stałym elementem planu, choć nie oznaczało to leżenia brzuchem do góry na łóżkach tylko lżejszą, krótszą trasę to było wielka ulgą. Starsi zdobywali nowe szczyty, młodsi, dolinki, chodzili na Gubałówkę, nad strumyk, gdzie było dużo chlapania i zabawy, wśród upalnych dni niektórzy cały czas czekali żeby się tam wybrać. W niedzielę cała wycieczka wybrała się do pięknego kościoła na Krzeptówkach, drewniane zdobienia na ławkach, ścianach, ołtarzu i nie tylko sprawiły, że Olsztyn na długo zapamięta tę wizytę. Tego dnia, tak jak prawie codziennie deszcz złapał wycieczkę i troszkę zmoczył, ale wszyscy tak dobrze się bawili, że mocno się tym nie przejmowali, na ostatnim odcinku uciekając przed deszczem ścigali się do domku. Tego dnia obiad był szczególnie dobry, choć posiłki codziennie były pyszne. W jadalni było mało miejsca, ale ciasnota sprawiała, że można było poznać kogoś nowego i czuło się atmosferę, było prawie jak w domu. Wieczorami codziennie uczestnicy mogli liczyć na rozrywkę, najczęściej był to dobry film, kilka razy karaoke lub zbiorowe skakanie na skakance. W drugim tygodniu grupy: młodsza i starsza częściej wyruszały wspólnie. Gdy starsi mieli dzień odpoczynku i ruszali na najpopularniejszą górę-Giewont, niektórzy młodsi mogli do nich dołączyć. Tym razem spora grupa z Olsztyna dotarła na szczyt, wszyscy byli bardzo dumni z siebie i zachwycali się widokami,a było czym. Dwa dni później wszyscy wyruszyli nad wodospad Siklawa. Trasa była krótka i prosta a na końcu bardzo ładny wodospadzik i przepiękne widoki. Niektórzy rozebrali się i wskoczyli pod "prysznic" naturalnej, lodowatej, górskiej wody. W ostatnich dniach, jeden był wyjątkowy, wycieczka autokarem pojechała do Wieliczki. Dzień był bardzo gorący, więc zadowolenie było tym większe kiedy wszyscy weszli pod ziemię gdzie było o wiele chłodniej i panowały przeciągi. Grupa z Olsztyna była duża, podzielono ją na dwie i obie ruszyły z przewodnikami na ciekawą trasę. Młodsi i starsi podziwiali rzeźby z soli, maszyny do jej wydobywania i transportu. Po trzech godzinach zwiedzania musieli wyjść na zewnątrz gdzie czekał na nich upał i słońce. Przez prawie cały wyjazd pogoda sprzyjała górskim wędrówkom, ale ostatnie 3 dni były bardziej deszczowe. Jednego dnia wycieczka musiała zawrócić do domku przed samym wejściem na szlak, na szczęście zdążyli przed deszczem zdobyć upragniony szczyt następnego dnia. Pogoda była na prawdę nieprzewidywalna, takie są uroki gór. 4 osoby z grupy najstarszej po dobrym "treningu" czuła się na siłach żeby zdobyć Rysy-najwyższy szczyt Polski, tak upragniony szczyt wśród osób chodzących po górach. Niestety przy tak niepewnej pogodzie było to zbyt ryzykowne. W zamian za to w przedostatni dzień grupa najstarsza wybrała się na Świnicę-górę sławną z trudnych szlaków, bardzo wysoką. Jednak ponad godzinę przed szczytem złapała ich wielka burza i nie pozwoliła iść dalej. Troszeczkę rozczarowani musieli szybko wracać. Ostatniego dnia wszyscy dokończali tylko pakowanie, sprzątali pokoje i po śniadaniu wyruszyli rano w drogę powrotną. Bardzo zmęczeni całym wyjazdem, niektórzy na długo wtulili się w fotele i poduszki i zasnęli wśród śmiechu innych. Kilka osób z tyłu autobusu pobiło rekord wycieczki i przez 9 godzin grało w karty, z krótkimi przerwami na postojach. Choć podróż trwała długo, nikt się nie nudził, wszyscy bawili się świetnie i nie chcieli wracać do domu. W Gutkowie na dzieci czekali stęsknieni rodzice i zabrali swoje pociechy do domu, choć zmęczone to z uśmiechami na twarzach i dobrymi wspomnieniami na cały rok.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|